Home / Polityka / Serbia: Ciekawy przypadek Ivicy Dačicia

Serbia: Ciekawy przypadek Ivicy Dačicia

Autorka: Anna Kasprzak

 

Mały Milošević. Choć dziś niewielu pamięta, kiedy dokładnie przydomek ten został przypisany obecnemu liderowi serbskich socjalistów, to wszyscy w Serbii wiedzą, że należy on tylko i wyłącznie do Ivicy Dačicia – człowieka, który stopniowo i z coraz większymi sukcesami odbudowuje lewą stronę sceny politycznej tego kraju. Oto, po raz kolejny okazuje się brakującym ogniwem rządzącej koalicji. Nic o Serbii bez Dačicia?

Wicepremier i minister spraw wewnętrznych w poprzednim już rządzie Mirka Cvetkovicia, kandydat do najwyższych stanowisk w planowanej koalicji. Duża władza i duża wiedza – myli się jednak ten, kto sądzi, że są one w posiadaniu Ivicy Dačicia dopiero od niedawna. Dzisiejszy lider socjalistów zaczął aspirować do najbardziej wpływowych środowisk w Serbii już w latach 90. ubiegłego wieku. Jako że drzwi do nich otwierały się przede wszystkim dla sympatyków ówczesnego reżimu Miloševicia, a konkretniej osób współdzielących jego wizje polityczne lub współuczestniczących w ówczesnych powiązaniach polityczno-mafijnych, Dačić – świeżo upieczony i nieobyty z ówczesnymi zasadami funkcjonowania państwa absolwent nauk politycznych – obrał drogę ideologiczną. Szybko awansował na stanowisko rzecznika Serbskiej Partii Socjalistycznej (SPS) i pozostawał pod coraz silniejszym wrażeniem, ale i wpływem Miloševicia. Do tego stopnia, że próbował ponoć przypominać go nawet swoim zachowaniem i tembrem głosu. Nie była to błędna taktyka, przeciwnie – rosła jego pozycja w partii, choć i uzależnienie od niej (uważa się, że jego małżeństwo zostało zaimprowizowane przez szefa ówczesnej służby bezpieczeństwa Jovicę Stanišicia na polecenie samego Miloševicia).
Wtedy też Dačić zaczął stawiać swe pierwsze kroki w świecie wielkiego biznesu i powiązań. Jego krajanka, Svetlana Veličković, znana szerzej jako Ceca, poślubiła Željka Ražnatovicia „Arkana” – komendanta paramilitarnych oddziałów „Tygrysy”, właściciela klubu piłkarskiego Obilić i wielu nieruchomości w Belgradzie. Dačić zaprzyjaźnił się dość blisko z Cecą i Arkanem (był gościem na ich weselu, a po zabójstwie Ražnatovicia uczestniczył w jego pogrzebie), utrzymując z nimi nie tylko relacje towarzyskie, ale przede wszystkim biznesowe, którym daleko było do przejrzystości. Sądzi się, że podobnego typu interesy powiązały go z Draganem Markoviciem „Palmą”, prezydentem Jagodiny. Palma, posądzany o współpracę z kryminalnym podziemiem, miał jakoby wraz z Dačiciem zarobić kilka milionów euro na mało przejrzystych transakcjach z wykorzystaniem kopalni węgla „Resavica”. Zresztą lista kolejnych, przypisywanych dzisiejszemu szefowi socjalistów powiązań jest długa i wyjątkowo niechlubna. Wskazuje się między innymi, że głównym powodem, dla którego Dačić po obaleniu Miloševicia walczył o coraz wyższe funkcje w kraju, w tym posadę ministra spraw wewnętrznych w 2008 r., było dążenie do ukrycia niewygodnych dla niego faktów. Jeśli podążać tym tropem, to nie powinno zaskakiwać, że w Serbii po dziś dzień nie zdecydowano się na lustrację, odtajnienie archiwów z lat 90., ponowne wszczęcie śledztw w sprawie tajemniczych morderstw z przełomu dekad, w tym dziennikarza Slavka Ćuruviji, ministra obrony Pavla Bulatovicia, szefa sekcji kryminalnej belgradzkiej policji Radovana Stojčicia i innych.
Obok powyższych podejrzeń i wątpliwości, Dačić w ostatnich latach zdążył zasłynąć jako skuteczny reformator serbskich socjalistów. Nie rezygnując z twardego, lewicowego elektoratu, stworzył przestrzeń dla proeuropejsko nastawionych wyborców. W 2007 r. na SPS głosowało 6,4%, rok później już 7,58%, a 6 maja br. komitet tej partii uzyskał rekordowe 14,53%, natomiast sam Dačić w wyborach prezydenckich – 14,23%, co jest uważane za bardzo dobry wynik w sytuacji, w której wiadomo było, że liczą się tylko dwaj inni kandydaci, tj. Tomislav Nikolić oraz Boris Tadić. Wielu analityków i komentatorów tegoroczne rezultaty SPS i jej lidera uznało za de facto zwycięskie i nazwało socjalistów „nieuniknionym czynnikiem politycznym”. Dużo uwagi tym wynikom poświęcił niedawno niemiecki „Süddeutsche Zeitung”, który wskazywał na coraz większy pragmatyzm Dačicia oraz wzrost bezpieczeństwa w Serbii w czasie jego szefowania resortem spraw wewnętrznych. Na uwagę zasługuje także komentarz rosyjskiego „Kommersantu”, który ukazał się jeszcze przed wyborami – według Rosjan, bez względu na wyborcze wyniki i dalszą politykę europejską, Serbia nie odwróci się od Rosji. Podkreślono przy tym, że lider socjalistów, potencjalnych koalicjantów nowego rządu, w czasie swej kampanii bez zahamowań „grał rosyjską kartą”, a to odwiedzając w kwietniu Moskwę, a to otwierając rosyjską bazę (lub jak chcą niektórzy – centrum humanitarne) w Niszu. Warto przy tym zauważyć, że w minionej już kampanii SPS skoncentrował się przede wszystkim na mieszkańcach mniejszych miast i wsi, gdzie lewicowa retoryka ma silne korzenie, a hasła demokratyczne i proeuropejskie są słabiej akceptowane. Prowadzona była ona ponadto językiem prostym, bliskim społeczeństwu, ukierunkowanym na przeciętnie wykształconego wyborcę. Jej efekt wzmacniany był często powtarzanym przez Dačicia zdaniem: „Mówię tak, aby mnie naród rozumiał”.
Jeśli socjaliści pod wodzą obecnego lidera wciąż będą przemawiać do wyborców z takim efektem, to kto wie, może za kilka, kilkanaście lat, to serbska lewica będzie rozdawać karty. Ale czy także legitymizować zbrodniczy system, na nowo pisząc karty historii lat dziewięćdziesiątych?

About Katarzyna Ingram

KOMENTARZE