Home / Polityka / Rumunia: Premier Kopiuj – Wklej wycina prezydenta

Rumunia: Premier Kopiuj – Wklej wycina prezydenta

Rumuńskie życie polityczne w ostatnich dniach przypomina dobry thriller, którego zakończenia trudno się domyśleć. Jest w nim miejsce na oszustwo, zdradę, piękną kobietę, a nawet nieudaną próbę samobójstwa.

Premier Victor Ponta, który prawdopodobnie w piątek, 6 lipca, doprowadzi do zawieszenia w pełnieniu obowiązków prezydenta Traiana Băsescu, nie zdobył władzy w wyniku demokratycznych wyborów. Popierająca go centrolewicowa Unia Społeczno-Liberalna (USL, koalicja postkomunistycznej Partii Socjaldemokratycznej, Partii Narodowo-Liberalnej i Partii Konserwatywnej) uzyskała cztery lata temu zbyt mało mandatów, aby utworzyć większość rządzącą. Przez kończącą się kadencję rumuńskiego parlamentu w kraju wydarzyło się jednak bardzo wiele. Przede wszystkim do Rumunii zawitał kryzys finansowy, z którym zmagać się musiał centroprawicowy rząd Emila Boca, utworzony przez Partię Demokratyczno-Liberalną (PDL) i jej koalicjantów. Zmęczeni ambitnymi reformami obywatele w coraz większym stopniu zwracali się w kierunku centrolewicy, w ślad za wolą narodu poszli liczni posłowie PDL, szczególnie, że w oczy zajrzało im widmo utraty mandatu w jesiennych wyborach parlamentarnych. Tym sposobem kilkudziesięciu posłów i senatorów centroprawicy zasiliło parlamentarne ławy USL, odwołując pod koniec kwietnia PDL-owski rząd Mihaia Răzvana Ungureanu i głosując za nowym, na którego czele stanął młody lider Partii Socjaldemokratycznej (PSD)  Victor Ponta.

Jak u Hitchcocka  – w Rumunii najpierw było trzęsienie ziemi – nieoczekiwana utrata władzy przez PDL – po czym napięcie nieustannie rośnie. Wyposzczona pozostawaniem w opozycji PSD zajęła się zabezpieczaniem władzy na przyszłość. Na pierwszy ogień poszła ordynacja wyborcza, którą – aby zmaksymalizować ilość zdobytych mandatów – nowa koalicja rządząca zamieniła na większościową, przyznającą parlamentarne  mandaty w jednej turze głosowania.

Rekwizyt do kolejnej sceny to okładka prestiżowego czasopisma „Nature”, które w  wydaniu internetowym  przytoczyło dowody, że premier Ponta splagiatował swoją pracę doktorską z prawa. Premier bronił się, że tytuły prac z których korzystał znalazły się w bibliografii, nie przekonało to jednak gremiów naukowych, a sam szef gabinetu dorobił się przydomka „Copy – Paste” (Kopiuj – Wklej).

Na początku tego tygodnia główni bohaterowie ściągają maski i przystępują do zdecydowanego ataku wobec politycznych nieprzyjaciół. USL odwołuje ze stanowiska drugą osobę w państwie – przewodniczącego Senatu Vasile Blagę z PDL, aby zastąpić go liderem Partii Narodowo-Liberalnej Crinem Antonescu, który w izbie wyższej parlamentu zasłynął przede wszystkim z jednej z najniższych frekwencji. Dawna Miss Rumunii Roberta Anastase żegna się ze stanowiskiem przewodniczącej Izby Deputowanych. Apetyty centrolewicy sięgają dalej – ze stanowiskiem rozstaje się Adwokat Ludu (odpowiednik Rzecznika Praw Obywatelskich), Ponta wydaje rozporządzenie ograniczające kompetencje Sądu Konstytucyjnego, zaś groźby lidera postkomunistów pod adresem trybunału spotykają się z bezprecedensowymi ostrzeżeniami ze strony Komisji Europejskiej i  ambasadora Stanów Zjednoczonych w Bukareszcie.

Po stronie protestujących przeciwko upolitycznieniu Instytutu Kultury Rumuńskiej elit artystycznych staje zagranica. List krytykujący działania rządu Ponty piszą nobliści – Elfriede Jelinek, wywodząca się z Rumunii pisarka Herta Müller i tegoroczny laureat, szwedzki poeta Tomas Tranströmer. Premier Ponta też ma swoich sojuszników. On i członkowie jego gabinetu – jak szef resortu spraw wewnętrznych Ioan Rus – udzielają moralnego wsparcia byłemu premierowi Adrianowi Năstase, skazanemu na dwa lata więzienia za korupcję. Po uprawomocnieniu się wyroku, 21 czerwca, były premier próbuje uniknąć pobytu za kratami oddając strzał w głowę. Centrolewica czyni starania, aby uczynić z niego więźnia politycznego, przeciwko czemu zdecydowanie protestuje stowarzyszenie dawnych więźniów politycznych z okresu komunizmu.

Wszystkie działania USL stanowią jedynie wstęp do ostatecznego pojedynku – zawieszenia przez parlament prezydenta Traiana Băsescu, po którym urząd według konstytucji przejąłby tymczasowo Crin Antonescu. USL karty odkrywa w środę, 4 lipca. Tego dnia w parlamencie zostaje złożony wniosek o zawieszenie prezydenta, który rozpatrywany będzie w czwartek. W tekście dokumentu czytamy m.in., że głowa państwa zachęcała do naruszania decyzji Sądu Konstytucyjnego, wywierała presję na jego sędziów oraz w inny sposób nie respektowała przepisów ustawy zasadniczej. Głosowanie nad wnioskiem może odbyć się już w piątek. W tym momencie (jak szacuje realitatea.net) centrolewicy brakuje dwóch głosów do zawieszenia prezydenta, niemniej liderzy USL osiągnęli wysoki kunszt w przyciąganiu do swojego obozu brakujących mandatów. W razie zawieszenia prezydenta konstytucja Rumunii przewiduje, że w ciągu 30 dni musi odbyć się referendum, które potwierdzi decyzję parlamentu. Trudno przewidzieć jego wynik –  prezydent Băsescu nie cieszy się  dziś najwyższym poparciem, jednak Rumunów może zaniepokoić pełnia władzy w rękach postkomunistów i ich sojuszników, oraz protesty unijnych polityków. Warto przypomnieć, że już raz, w 2007 roku, opozycja doprowadziła do zawieszenia prezydenta Băsescu. Wtedy w referendum trzy czwarte obywateli opowiedziało się za pozostaniem prezydenta na stanowisku.

Nie wiadomo jaki będzie finał obecnego konfliktu politycznego w Rumunii. Były premier Mihai Răzvan Ungureanu wezwał obywateli do ulicznego protestu podkreślając, że stawką nie jest władza PDL, ale jakość rumuńskiej demokracji. Jest raczej wątpliwe, aby kraju doszło do demonstracji przypominających te z początku roku, kiedy tysiące Rumunów protestowały przeciwko rządowi PDL i prezydentowi Băsescu, drakońskim reformom i oderwaniu rządzących od problemów zwykłych obywateli.

Na pewno ucierpi wizerunek Rumunii – kraju coraz bardziej niestabilnego, kierowanego przez premiera pozbawionego zasad i hamulców, w którym każde demokratyczne reguły dają się nagiąć, byle zaspokoić polityczne ambicje rządzących.

 

Krzysztof Górski

 

Źródło: adevarul.ro,  realitatea.net, jurnalul.ro   

About Krzysztof Górski

Gdańszczanin z urodzenia i z wyboru, nie wyobraża sobie życia bez większej wody, najchętniej słonej. Rumunofil. Pisze pracę doktorską na Uniwersytecie Gdańskim, która dotyczy Rumuńskiego Kościoła Prawosławnego. Po jej ukończeniu marzy mu się praca na uczelniach w Dar es Salaam, Mombasie albo Luandzie.
KOMENTARZE