Home / Polityka / (Nie)dyplomatyczna gra szefa serbskiej dyplomacji

(Nie)dyplomatyczna gra szefa serbskiej dyplomacji

Autorka: Anna Kasprzak

 

24 stycznia br. minister spraw zagranicznych Serbii Vuk Jeremić oficjalnie potwierdził informację o zgłoszeniu jego kandydatury na przewodniczącego tegorocznej sesji Zgromadzenia Ogólnego Narodów Zjednoczonych. Jeśli w czerwcowych wyborach w Nowym Jorku zostanie wyznaczony na to stanowisko, będzie mógł ogłosić niemały sukces dyplomatyczny i szczycić się tą prestiżową funkcją przez kolejny rok. Wnikliwie analizując aktualne krajowe i międzynarodowe układy polityczne, nie sposób oprzeć się jednak wrażeniu, że celem zabiegów Jeremicia jest przede wszystkim interes własny, osiągnięty nawet za cenę interesu narodowego.

 

Ku wyborom parlamentarnym
Kadencja obecnego parlamentu upływa 11 marca. Tego samego dnia zostaną rozpisane wybory, których przeprowadzenie zaplanowano na 6 maja. Choć do rozpoczęcia oficjalnej kampanii wyborczej zostało kilka tygodni, od dłuższego już czasu dyskutuje się o możliwym składzie nowego parlamentu. Rządzącej koalicji, której podstawę tworzą demokraci i socjaliści, oficjalnie utrzymującej proeuropejski kurs, najprawdopodobniej nie uda się zachować obecnego kształtu. Jeszcze mniej prawdopodobne jest, aby jej największe ugrupowanie, czyli Partia Demokratyczna (DS), z której wywodzi się prezydent Boris Tadić i której przypadło najwięcej ministerialnych tek, uzyskało wystarczającą liczbę głosów do samodzielnego, lub z co najwyżej jedną partią, rządzenia.
Pełniący w obecnej kadencji parlamentu funkcję ministra spraw zagranicznych Vuk Jeremić, związany z DS, bez wątpienia kalkuluje możliwość dużo słabszego wyniku, a co za tym idzie pozycji swojej partii po 6 maja. W owe kalkulacje należy zatem wpisać wszystkie możliwe scenariusze jego przyszłości politycznej.
Przepustką Jeremicia, absolwenta Cambridge i Harvardu, do świata spraw międzynarodowych na wyższym szczeblu, była nominacja na stanowisko doradcy Tadicia ds. polityki zagranicznej po jego pierwszych wygranych wyborach prezydenckich w 2004 r. Równolegle awansował wewnątrz Partii Demokratycznej. Następnie, w maju 2007 r. został powołany na ministra spraw zagranicznych w drugim rządzie Vojislava Koštunicy. W utworzonym rok później gabinecie obecnego premiera Mirka Cvetkovicia zachował stanowisko szefa dyplomacji. Kierownictwo nad resortem spraw zagranicznych zbiegło się z takimi wydarzeniami, jak jednostronne ogłoszenie niepodległości Kosowa w lutym 2008 r., wystąpienie Serbii do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości o opinię w tej sprawie, schwytanie i przekazanie Międzynarodowemu Trybunałowi Karnemu dla byłej Jugosławii Radovana Karadžicia, Ratko Mladicia i Gorana Hadžicia, upublicznienie procederu handlu organami ludzkimi w Kosowie, czy ubieganie się Serbii o status kandydata do Unii Europejskiej. Oceny wystawiane Jeremiciowi za kierowanie ministerstwem spraw zagranicznych są rozbieżne. Nie ulega jednak wątpliwości, że nie są na tyle pochlebne w samej DS, aby nawet w przypadku jej dobrego wyniku w wyborach, mógł wciąż szefować resortowi (według niektórych źródeł dyplomatycznych, partia widziałaby w tej roli chociażby obecnego ministra obrony Dragana Šutanovaca). Sam Jeremić musi być tego świadom i – jako już wytrawny uczestnik gier(ek) dyplomatycznych – pisać scenariusze polityczne do zrealizowania poza Serbią.

Ku wyborom na przewodniczącego ZO NZ
Sesja Zgromadzenia Ogólnego Narodów Zjednoczonych rozpoczyna się we wrześniu każdego roku. Na jej początku (w praktyce jest to czerwiec) Zgromadzenie wybiera nowego przewodniczącego, którego fotel, gwoli sprawiedliwości, przechodzi corocznie do kolejnej grupy krajów: afrykańskich, azjatyckich, wschodnioeuropejskich, latynoamerykańskich i karaibskich oraz zachodnioeuropejskich. W 2012 r. stanowisko to będzie reprezentowane przez osobę pochodzącą z jednego z państw Europy Wschodniej. Już w 2004 r. Litwa poinformowała Narody Zjednoczone, że zamierza zaproponować na ten urząd swojego obywatela – Daliusa Čekuolisa, byłego wiceministra spraw zagranicznych i ambasadora przy ONZ. Żadne inne państwo tej grupy nie wyraziło sprzeciwu wobec litewskiego zgłoszenia ani nie zaproponowało kontrkandydata. Wszystko tym samym przez wiele lat wskazywało na dyplomatyczny consensus. Sytuacja zyskała na dynamice gdy, niespodziewanie, we wrześniu ubiegłego roku pojawiła się informacja, iż także Serbia zamierza zaproponować swojego kandydata na stanowisko przewodniczącego sesji ZO. Choć była to wiadomość nieoficjalna i bez personalnego skonkretyzowania, wywołała poruszenie w kręgach dyplomatycznych oraz napięcie na linii Belgrad-Wilno.
Jak wspomniano we wstępie, 24 stycznia br. minister spraw zagranicznych Vuk Jeremić oficjalnie potwierdził, że to on jest serbskim kandydatem na przewodniczącego tegorocznej sesji Zgromadzenia Ogólnego Narodów Zjednoczonych. Nie ulega wątpliwości, że gdyby teraz odbyło się głosowanie nad powołaniem przewodniczącego tegorocznej sesji, wygrałby je serbski, a nie litewski kandydat. Aby odnaleźć klucz do logiki wyboru Jeremicia przez znaczną część krajów, należałoby powiązać ten fakt z zapomnianym już (niesłusznie, jak się okazuje) Ruchem Państw Niezaangażowanych. Ten archaiczny blok państw ukonstytuował się na przełomie lat 40. i 50. ubiegłego wieku niejako w kontrze do ówczesnych dwóch biegunów – komunistycznego i natowskiego. Jego filarem byli przywódcy Egiptu, Indonezji i Jugosławii. Taki sposób funkcjonowania między oboma porządkami nie zapisał się jednak w środowisku międzynarodowym żadnymi przełomowymi decyzjami czy osiągnięciami, a zupełnie stracił na znaczeniu po upadku komunizmu i rozpadzie ZSRR. Jedyne, co przetrwało po RNP to pewnego rodzaju sentyment współcześnie rządzących oraz – w o wiele większym stopniu – gotowość do sojuszy w różnych, nawet najbardziej zaskakujących układach polityczno-dyplomatycznych.
Gdy wyliczano powyżej, jakie wydarzenia towarzyszyły Jeremiciowi podczas jego szefowania ministerstwem spraw zagranicznych, pominięto zagadnienia, które w tym miejscu niniejszej publikacji zyskują na znaczeniu. Chodzi mianowicie o nader częste wizyty szefa serbskiej dyplomacji u dawnych przyjaciół z Ruchu Państwa Niezaangażowanych. Zapewne żaden polityk europejski nie odwiedzał tak często Etiopii, Nigerii, Gabonu, Kongo, Brunei czy Wietnamu. Niewątpliwie te i pozostałe państwa Ruchu zagłosują za kandydaturą Serbii, a nie Litwy na stanowisko przewodniczącego ZO. Przy sprzyjającym Serbii układzie, liczba oddanych na nią głosów może być trzycyfrowa – dla Litwy nieosiągalna.

Groźby Litwy i ich implikacje
Już po zapowiedziach Belgradu o wystawieniu kontrkandydata Litwy w ubieganiu się o fotel w Nowym Jorku, Wilno przystąpiło do dyplomatycznej kontrofensywy. Jedną z gróźb litewskich dyplomatów było przerwanie tzw. procedury milczenia przy wyborze Serbii na przewodniczącego pracom Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie w 2015 r. Od dłuższego już bowiem czasu trwały negocjacje ws. przyznania Szwajcarii i Serbii przewodnictwa w Organizacji, odpowiednio w 2014 i 2015 r., w ramach pakietu będącego swojego rodzaju novum wewnątrz OBWE. Szwajcarsko-serbski pakiet był przedmiotem wielomiesięcznych negocjacji na najwyższym szczeblu, m.in. z udziałem Hillary Clinton. Silnego poparcia Serbii udzielił Kazachstan (przewodzący OBWE w 2010 r.) i Azerbejdżan. Wilno, w obliczu konkurencji Belgradu do stanowiska przewodniczącego ZO, niejako zasugerowało zgłoszenie sprzeciwu w czasie trwania procedury milczenia i zablokowanie Serbii drogi do sterów OBWE. Napięcie dyplomatyczne udało się jednak załagodzić i 10 lutego br., podczas posiedzenia przedstawicieli państw członkowskich Organizacji w Wiedniu, zapadła decyzja o zaakceptowaniu negocjowanego pakietu i przyznaniu Szwajcarii i Serbii przewodnictwa w OBWE.
Oenzetowskie aspiracje Jeremicia z dużym prawdopodobieństwem szkodzą serbsko-litweskim relacjom także na innym, wręcz priorytetowym dla Belgradu polu, czyli integracji z Unią Europejską, a tym samym żywotnym interesom narodowym. Litwa do tej pory – jako jeden z nielicznych już członków UE – nie ratyfikowała bowiem Umowy o Stabilizacji i Stowarzyszeniu (SAA) Serbii z UE. Większość z niezaznajomionych z kulisami rozgrywek dyplomatycznych za powód litewskiej temporyzacji uznaje sprawę unieważnienia przez Serbię prywatyzacji belgradzkiej Browarni BIP, prowadzonej przez litewską firmę „Alita” (umowa o zakupie BIP przez „Alitę” i szwedzki „United Nordic Beverages” została rozwiązana przez Agencję Prywatyzacji oficjalnie z powodu braku litewsko-szwedzkich inwestycji w wysokości 2,6 mln euro i wykupu akcji). Sprawa BIP trafiła do Parlamentu Europejskiego, a obecnie znajduje się pod międzynarodowym arbitrażem. Brak ratyfikacji SAA przez którekolwiek państwo członkowskie UE oraz napięte relacje dwustronne źle wróżą kwestii ubiegania się Serbii o status kandydata. Te z pozoru niewidoczne uwarunkowania, są tak naprawdę ściśle ze sobą połączonymi czynnikami, których misterna sieć może skutecznie zaszkodzić interesom Serbii.

Interes osobisty a narodowy
Scenariusze polityczne Vuka Jeremicia pisane są najprawdopodobniej przy chłodnej kalkulacji, rzeczowej analizie wewnątrzpartyjnych, krajowych i międzynarodowych układów oraz przy prymacie interesów osobistych nad narodowymi. W przypadku utraty fotela ministra spraw zagranicznych po majowych wyborach parlamentarnych, Jeremić bez wątpienia podejmie się scenariusza kariery w środowisku międzynarodowym, np. na stanowisku przewodniczącego sesji ZO NZ. Mało prawdopodobne jest, aby przed majem wycofał swoją kandydaturę – Serbia zapewne nie zrezygnuje z tak prestiżowej funkcji, a Jeremić nie pozwoli sobie na utratę „wyjścia awaryjnego”. Wycofanie kandydatury byłoby jednak rozsądne ze względu na serbskie aspiracje unijne. Jeśli Belgrad liczy na status kandydata do UE (szansę, już drugą, ku temu będzie miał pod koniec lutego, podczas posiedzenia Rady ds. Ogólnych), nie powinien stwarzać sobie wrogów wśród unijnych członków, a zabiegać o jak najlepsze relacje z każdym z nich. Sprzeciw chociażby jednego państwa może zaważyć na serbskich interesach narodowych. W związku z aktualną sytuacją polityczno-gospodarczą, Serbia nie powinna do tego dopuścić. Osiągnięcie celów w jednej dziedzinie wymaga poświęceń w innej, stąd pożądana jest kalkulacja zysków i strat. Działania ministra jak na razie uniemożliwiają Belgradowi podjęcie się tego strategicznego rachunku. W najczarniejszym dla Serbii scenariuszu, Jeremić może zgarnąć wszystko, a ona sama zostać bez niczego. Reguły (nie)dyplomatycznej gry pt. „Interes osobisty a narodowy” są bowiem najczęściej brutalne i bezwzględne. Finał jej serbskiego wydania będzie znany już za kilka miesięcy.

 

About Katarzyna Ingram

KOMENTARZE